
Kto planuje Beskidy na rowerze, myśli zwykle o Beskidzie Śląskim albo Żywieckim, a Beskid Mały łatwo przeoczyć. Dla osób jeżdżących na rowerze szosowym to jednak jeden z najwdzięczniejszych regionów na weekend: blisko Bielska-Białej i Krakowa, z jeziorem w dolinie, krótkimi przełęczami i drogami, na których po sezonie wakacyjnym robi się naprawdę spokojnie.
Beskidy na rowerze: dlaczego właśnie Jezioro Międzybrodzkie
Jezioro Międzybrodzkie to wąski zbiornik zaporowy na Sole, wciśnięty między zbocza Beskidu Małego. Wzdłuż wody biegną drogi przez Porąbkę, Międzybrodzie Bialskie i Międzybrodzie Żywieckie, a z doliny w kilku miejscach odchodzą asfaltowe podjazdy na przełęcze. Dzięki temu w promieniu kilkunastu kilometrów od noclegu da się zaplanować zarówno spokojną przejażdżkę, jak i solidny trening w górach.
Region ma też praktyczną zaletę dla przyjezdnych: dojazd samochodem lub pociągiem do Bielska-Białej czy Żywca jest prosty, a baza noclegowa nad jeziorem jest spora – od pensjonatów po domki letniskowe. Poza wakacjami łatwo o wolne miejsce bez rezerwacji z dużym wyprzedzeniem.
Jak zaplanować dwa dni na rowerze
Najwygodniej przyjechać w piątek wieczorem i mieć nocleg w Międzybrodziu, bo stamtąd wszystko jest blisko. Sobota może być dniem dłuższym, a niedziela krótszym, żeby zostało czasu na powrót. Przykładowy układ wygląda tak:
- Sobota: objazd jeziora z wjazdem na Przegibek, łącznie orientacyjnie 40–60 km, zależnie od wariantu.
- Niedziela: krótsza pętla przez Łękawicę z podjazdem na Przełęcz Kocierską i zjazdem z powrotem nad wodę.
- Wieczory: spacer wzdłuż jeziora, kolacja w lokalnej karczmie, w sezonie kąpiel albo kajak.
Przed wyjazdem warto zgrać trasy na licznik lub telefon. Sieć dróg w dolinach jest gęsta, a część bocznych odcinków to wąskie asfalty z ostrymi zakrętami, na których łatwo przegapić skręt.
Przegibek – równy podjazd na rozgrzewkę
Wjazd na Przegibek od strony Międzybrodzia Bialskiego to niecałe 3 km pod górę i blisko 200 m przewyższenia. Nachylenie przez większość czasu mieści się w przedziale 5–9%, bez nagłych ścianek i bez długich wypłaszczeń. To dobry podjazd na pierwszy dzień: pozwala wyczuć własne tempo i sprawdzić, czy przełożenia w rowerze pasują do górskiego terenu.
Osoba o przeciętnej kondycji wjedzie tu spokojnie w kilkanaście minut. Na przełęczy można zrobić przerwę, a potem zjechać w stronę Bielska-Białej albo wrócić tą samą drogą nad jezioro. Na zjeździe warto pamiętać, że jesienią asfalt w lesie długo bywa wilgotny, a liście potrafią leżeć w zakrętach.
Przełęcz Kocierska – podjazd z charakterem
Prawdziwym sprawdzianem weekendu jest Przełęcz Kocierska. Od Łękawicy przez pierwszy kilometr jedzie się łagodnie, niemal po płaskim, ale potem zaczyna się ulica Widokowa: kilkaset metrów po kilkanaście procent, z najbardziej stromymi fragmentami przekraczającymi 20%. Dalej robi się znów spokojniej, a ostatni odcinek prowadzi do hotelu na przełęczy.
Średnie nachylenie całego podjazdu, ok. 6%, nie oddaje jego trudności – wszystko rozgrywa się na tym krótkim, stromym odcinku. Profil, nachylenia odcinek po odcinku i wskazówki dotyczące przełożeń zawiera opis podjazd ulicą Widokową na Przełęcz Kocierską, który przyda się przed pierwszą próbą. Dla wielu amatorów z typowym rowerem szosowym najlżejszy bieg okazuje się tu za ciężki. Zejście z roweru i podprowadzenie go na najbardziej stromym kawałku to żaden wstyd, tylko rozsądek.
Co zabrać i na co uważać
Beskid Mały nie jest wysoki, ale pogoda w dolinie i na przełęczy potrafi się różnić o kilka stopni. Na weekend poza latem przyda się lista podstawowych rzeczy:
- wiatrówka lub kamizelka na zjazdy, nawet jeśli na dole jest ciepło,
- lampki przednia i tylna – w lesie i przy niskim jesiennym słońcu robi się ciemno szybciej, niż się wydaje,
- zapasowa dętka, łyżki do opon i pompka,
- coś do jedzenia, bo między wsiami bywa daleko do otwartego sklepu,
- gotówka na drobne zakupy w małych lokalach.
Drogi wokół jeziora w weekendy z ładną pogodą przyciągają samochody i motocykle. Lepiej ruszać rano, jechać jeden za drugim i zachować ostrożność na zakrętach bez widoczności. Na stromych zjazdach hamujemy przed zakrętem, a nie w nim.
Beskid Mały rowerem – co jeszcze warto znać
Przegibek i Kocierska to dobry początek, ale nie jedyne asfaltowe podjazdy w okolicy. Kto przyjedzie drugi raz, może spróbować wjazdu na Magurkę Wilkowicką od strony Wilkowic albo pod Hrobaczą Łąkę od strony Kóz – oba uchodzą wśród miejscowych kolarzy za wymagające, z bardzo stromymi fragmentami. Przed taką wyprawą dobrze sprawdzić aktualny stan nawierzchni, bo górne odcinki bywają wąskie i połatane.
Gdy celem jest raczej spokojna wycieczka rowerowa niż trening, lepiej trzymać się dolin. Odcinki wzdłuż Soły i wokół jeziora pozwalają przejechać kilkadziesiąt kilometrów bez długich podjazdów, a krótkie wjazdy na przełęcze można dołożyć, gdy nogi na to pozwolą.
Nie tylko rower
Weekend nad Jeziorem Międzybrodzkim łatwo połączyć z innymi atrakcjami. Okolica ma sporo szlaków pieszych, a na Górę Żar można wjechać koleją albo wejść pieszo – z góry roztacza się widok na jezioro i okoliczne pasma. Osoby towarzyszące, które nie jeżdżą na szosie, znajdą sporo do roboty, gdy reszta grupy zdobywa przełęcze.
Po trudniejszym dniu dobrze sprawdza się spokojny wieczór nad wodą i porządny posiłek. Regionalna kuchnia beskidzka – placki, pierogi, zupy – to dokładnie to, czego potrzebuje organizm po kilku godzinach w siodle.
Beskid Mały wokół Jeziora Międzybrodzkiego to dobry wybór na pierwszy górski weekend z rowerem szosowym: krótkie dojazdy, dwa bardzo różne podjazdy i ładne widoki bez długiej podróży. Wystarczy rozsądnie rozłożyć siły, zabrać ciepłą warstwę na zjazdy i nie obawiać się, że na najbardziej stromym kawałku trzeba będzie na chwilę zsiąść z roweru.












